Singiel, singielka… o co w tym właściwie chodzi?


Słowo „singiel” weszło do naszego języka jakoś tak nieśmiało, a dzisiaj już nikogo nie dziwi. Owszem, czasem wujek na rodzinnej imprezie rzuci jeszcze coś w stylu „a kiedy w końcu jakaś dziewczyna?”, ale generalnie – żyjemy w czasach, gdy bycie singlem to po prostu jedna z wielu możliwych ścieżek. I szczerze? Myślę, że to całkiem spoko zmiana. Sama nie raz słyszałam te pytania i wiem, jakie to bywa męczące.

Ale co to w ogóle znaczy – być singlem? I dlaczego jedni czują się z tym świetnie, a inni chodzą i myślą, że coś z nimi nie tak? Prawdę mówiąc, odpowiedź nie jest wcale taka prosta, bo bycie singlem to nie jest jeden konkretny stan – to raczej całe spektrum doświadczeń. Przez lata przerobiłam to sama, więc czas to trochę poukładać.

singielka

Samotność z wyboru czy z przypadku?

Na początek warto oddzielić dwie rzeczy: bycie samotnym a czucie się osamotnionym. To w ogóle dwa różne światy. Możesz być singlem i czuć, że masz swoje życie pod kontrolą – masz przyjaciół, pasje, karierę, wieczory takie, jakie sobie zaplanujesz. I możesz być w związku, teoretycznie „z kimś”, a w środku czuć pustkę, bo obok ciebie siedzi ktoś, z kim tak naprawdę nie masz o czym rozmawiać. Przerabiałam obie opcje i powiem wam szczerze – to drugie jest gorsze.

Paradoks jest taki, że samotność w związku boli bardziej. Bo gdy jesteś singlem i czujesz, że czegoś ci brakuje, to masz przynajmniej poczucie sprawczości. Możesz coś z tym zrobić – pójść na randkę, zapisać się na jakieś zajęcia, ruszyć tyłek. Kiedy jednak czujesz się samotny, będąc w związku, to często pojawia się bezradność. Bo niby jesteście razem, a jednak jakoś… obok siebie. I nic z tym nie robisz, bo „przecież jesteśmy parą”.

Plusy bycia singlem – a jest ich sporo

Gdyby mi ktoś powiedział kilkanaście lat temu, że życie w pojedynkę ma swoje zalety, pewnie spojrzałabym z niedowierzaniem. Dziś? Lista tych zalet jest naprawdę długa. I mówię to z własnego doświadczenia.

Po pierwsze – czas. Cały czas jest tylko twój. Nie musisz go negocjować, dzielić, dopasowywać do czyichś planów. Jeśli chcesz w sobotę rano pojechać na warsztaty z garncarstwa, to jedziesz. Jeśli masz ochotę spędzić wieczór z serialem i pizzą, to nikt nie mówi „ale mieliśmy iść do kina”. To luksus, którego często nie doceniamy, póki go mamy. Ja go teraz doceniam ogromnie.

Po drugie – samorealizacja. Badania faktycznie pokazują, że single częściej inwestują w swój rozwój – robią kursy, zmieniają pracę, podróżują, rozwijają pasje. Nie dlatego, że są bardziej ambitni, tylko po prostu mają na to przestrzeń. I wiesz co? Wiele osób w związkach tęskni właśnie za tym – za możliwością pójścia własną ścieżką, bez ciągłego oglądania się na drugą osobę. Sama słyszałam takie historie nie raz.

Po trzecie – niezależność finansowa. Kiedy jesteś singlem, zarządzasz swoimi pieniędzmi sam. Nie ma dyskusji o wspólnym budżecie, nie ma poczucia, że ktoś inny ma wpływ na twoje decyzje. To daje spokój głowy, zwłaszcza jeśli wcześniej zdarzyło ci się być w relacji, gdzie finanse były źródłem napięć. Ja to przerabiałam – nie polecam.

No i wreszcie – przyjaciele. Single często mają silniejsze więzi społeczne poza związkiem. Nie znikają na lata w „bąblu” partnerskim, tylko dbają o znajomości. To kapitał, który procentuje w trudnych momentach. Gdy coś się sypie, masz do kogo pójść, z kim porozmawiać, kto cię wesprze. Przekonałam się o tym, gdy sama przechodziłam cięższe chwile.

No dobra, a co z tymi minusami?

Nie ma róży bez kolców – bycie singlem ma też swoją trudniejszą stronę. I gdybym miała być szczera, to często w mediach widzę taki obrazek: singiel to ktoś, kto lata po świecie, pije drinki z przyjaciółmi i żyje beztrosko. Tylko że życie to nie reklama podróży. I czasem jest po prostu ciężko.

Największym wyzwaniem (z własnego doświadczenia) jest sytuacja, gdy coś idzie nie tak. Choroba, problemy w pracy, jakaś życiowa zapaść – wtedy czujesz, że nie ma obok ciebie osoby, która automatycznie weźmie na siebie część ciężaru. Jasne, możesz zadzwonić do przyjaciół, ale to nie to samo co partner, z którym dzielisz codzienność. I to nie jest kwestia słabości – po prostu w kryzysie każdy potrzebuje kogoś, kto powie „spokojnie, ogarniemy to razem”. Brakuje tego momentami. Przyznaję.

No i jest jeszcze ten aspekt społeczny. Mimo że czasy się zmieniają, to wciąż wielu singli odczuwa presję. Rodzina pytająca o związki, znajomi, którzy stopniowo „znikają” w swoich parach, imprezy, na które jesteś zapraszany jako „ten trzeci do pary”… To bywa męczące. Nie dlatego, że samotność boli, ale dlatego, że świat wokół zdaje się mówić: „coś z tobą nie tak, skoro jesteś sam”. I trzeba mieć twardą skórę, żeby to ignorować.

Jak być singlem i nie zwariować?

Kluczem jest przestawienie myślenia. Zamiast traktować bycie singlem jako stan przejściowy, który trzeba jak najszybciej „naprawić”, warto potraktować go jako pełnoprawny etap życia. Etap, który ma sens sam w sobie, niezależnie od tego, co będzie dalej. Nauczyłam się tego po kilku latach – i żałuję, że nie wcześniej.

I tu kilka rzeczy, które naprawdę pomagają (sprawdziłam na sobie):

  1. Zadbaj o swoje „plecy”. Chodzi mi o sieć wsparcia – przyjaciół, rodzinę, ludzi, do których możesz zadzwonić o 22 w środku tygodnia, gdy coś cię gryzie. To nie zastąpi związku, ale sprawia, że nie jesteś sam na swojej wyspie. U mnie to byli przyjaciele z czasów studiów – bez nich byłoby ciężko.
  2. Rób to, co lubisz, bez czekania na kogoś. Kochasz góry? Jedź w góry. Chcesz nauczyć się salsy? Zapisz się. Największym błędem jest odkładanie swoich pasji na „kiedy już kogoś znajdę”. Bo po pierwsze – możesz długo czekać. Po drugie – im więcej masz własnego życia, tym ciekawszą jesteś osobą dla potencjalnego partnera. A jeśli akurat mieszkasz nad morzem, warto sprawdzić lokalne opcje – randki w Trójmieście dla dorosłych to całkiem fajna propozycja dla tych, którzy cenią sobie morski klimat i otwartość ludzi znad Bałtyku. Ale najpierw zadbaj o siebie, serio.
  3. Nie porównuj się. To chyba najtrudniejsze, zwłaszcza w czasach Instagrama, gdzie wszyscy pokazują tylko swoje lepsze połówki, kolacje przy świecach i wspólne wakacje. Te wyidealizowane obrazy są jedną z głównych przyczyn frustracji singli. Pamiętaj, że nikt nie pokazuje kłótni o zmywanie ani nudy w sobotni wieczór. Ja przestałam scrollować takie profile i od razu mi lżej.
  4. Bądź otwarty, ale nie na siłę. Jeśli chcesz kogoś poznać – działaj. Ale nie z pozycji desperacji, tylko z ciekawości. Aplikacje randkowe? Czemu nie. Spotkania ze znajomymi? Zawsze. Nowe zajęcia, grupy, wydarzenia? Najlepsze ogłoszenia i randki dla dorosłych znajdziesz tam, gdzie ludzie spotykają się wokół wspólnych pasji – warto szukać w realu, ale i w sieci można trafić na wartościowe znajomości. Sama tak kogoś poznałam – i było warto.
  5. I najważniejsze – ogarnij się ze sobą. Brzmi jak frazes, ale serio. Jeśli nie czujesz się dobrze w swoim towarzystwie, trudno oczekiwać, że ktoś inny będzie się przy tobie świetnie bawić. Nie chodzi o to, by być idealnym. Chodzi o to, by wiedzieć, kim jesteś, co lubisz, czego potrzebujesz i jakie masz granice. To zajęło mi lata, ale teraz wiem – to podstawa.

Nie zapominajmy też, że poszukiwanie drugiej osoby nie musi oznaczać rezygnacji z własnych preferencji co do lokalizacji. Ogłoszenia randkowe w Rzeszowie i okolicy to świetna opcja dla tych, którzy chcą poznać kogoś blisko swojego miejsca zamieszkania, bez konieczności dalekich podróży. Lokalność często ułatwia budowanie regularnych spotkań i prawdziwej bliskości – sama to doceniam, bo nie lubię jeździć godzinami na randkę.

Moje podsumowanie i opinia

Uważam, że bycie singlem to nie jest ani lepsze, ani gorsze od bycia w związku – to po prostu inne. I to, czy jest to stan spełnienia, czy frustracji, zależy nie od tego, czy obok ciebie ktoś śpi, ale od tego, jak bardzo masz poukładane swoje życie, poczucie sprawczości i ludzi wokół. Przekonałam się o tym na własnej skórze.

Największym mitem, który szkodzi singlom, jest przekonanie, że „gdybym tylko kogoś miał/a, wszystko byłoby lepsze”. I owszem – czasem lepiej. Ale czasem nie. Bo jeśli nie czujesz się dobrze ze sobą, to związek tego nie naprawi. Prędzej czy później pojawią się te same problemy, tylko w duecie. A w duecie często bywa nawet trudniej, bo nie możesz już tak łatwo uciec w swoje myśli.

Dlatego moja rada? Nie traktuj bycia singlem jak choroby do wyleczenia. Potraktuj to jak czas, który możesz wykorzystać po swojemu. Naucz się być ze sobą w porządku. Zbuduj życie, które ma sens – niezależnie od tego, czy dzielisz je z kimś, czy nie. A wtedy, jeśli pojawi się ktoś wart uwagi, wejdzie w coś, co już stoi na solidnych fundamentach. A jeśli nie pojawi się od razu? Będziesz mieć swoje życie, swoje pasje, swoich ludzi. I to, moim zdaniem, jest największym luksusem, jaki można sobie wyobrazić. I tyle.